Producent laktatorów, smoczków i butelek dla karmiących mam i dzieci

Misja Tata – blog dla rodzica logo

Przekłuwanie uszu niemowlętom − urocza moda czy fanaberia rodziców?

„O, jaka słodka dziewczynka! Oczka po mamusi, nosek po tatusiu. Jaka śliczna, jaka urocza, jaka pięknie ubrana… Tylko dlaczego jeszcze nie ma kolczyków???” Znasz to?

Ostatnimi czasy przekłuwanie uszu niemowlętom stało się bardzo modne. Ja nie pozwoliłem przekłuć Małej uszu we wczesnym niemowlęctwie (do pół roku życia), a teraz, kiedy Mała ma już ponad rok, jest na to już za późno (a zarazem nadal za wcześnie). Dlaczego? Wyjaśni się to poniżej: wypiszę znalezione z sieci głosy „za” i „przeciw”.

 

„ZA”

+        jeśli bardzo wcześnie się zdecyduje na zabieg  − do pierwszego półrocza − to dziecko (podobno) nie czuje (a na pewno potem nie pamięta) bólu towarzyszącego przekłuwaniu,

+        półroczny maluch jeszcze nie ma świadomości, że ktoś ingeruje w jego sferę osobistą,

+        nawet jeśli dziecko przestraszy się huku pistoletu, to jest zbyt małe, by pamiętać ten strach,

+        niemowlę, które jeszcze nie jest na etapie zabawy częściami własnego ciała (rączki, nóżki) nie zauważy, że ma na sobie nowy „element” (który z czasem stanie się dla niego na tyle naturalny, że nie będzie targał za uszy w celu wyciągnięcia kolczyków),

+        półroczne dziecko jest zbyt małe, by dotykać przebitych uszu, toteż nie zapapra świeżo przebitych dziurek,

+        po kolczykach łatwo rozpoznać płeć dziecka,

+        dziecko jest „ładniejsze” (serio − tak niektórzy uważają :O).

 

„PRZECIW”

−        dziecko (nawet starsze − tak około 2 lat) jeszcze sika w pieluchomajtki dla dzieci, a już świeci złotą biżuterią,

−        dziecko nie może się obronić, wyrazić własnego zdania − to mimo wszystko pewna forma barbarzyństwa (wiem, mocne słowo),

−        trzeba siłą trzymać malucha, by się nie ruszał (szczególnie trzeba unieruchomić główkę wrzeszczącego i wijącego się ze strachu smyka),

−        płatki uszu są jednym z najczulszych części ciała dziecka, więc niemożliwe, aby maluch bólu zupełnie nie czuł (a skoro czuje ból, to jednak to barbarzyństwo),

−        nieodpowiednia higiena przekłutych uszu może prowadzić do zakażenia i powikłań,

−        kolczyki zawierają nikiel, który może uczulać,

−        dziecko ma wystarczająco dużo stresu (szczepienia, ząbkowanie), więc nie trzeba mu dokładać kolejnych powodów,

−        maluch w czasie zabawy może niechcący pociągnąć za kolczyk i naderwać sobie płatek ucha,

−        małżowina uszna jest jeszcze za mała, istnieje więc ryzyko, że gdy dziecko urośnie, okaże się, że dziurki powinny być w innym miejscu (wyżej/ niżej),

−        mimo zapewnień jubilera, kolczyk może się odpiąć i spaść, a wtedy niemal na 100% dziecko będzie próbowało włożyć go do buzi,

−        może się zdarzyć, że w trakcie „wystrzału” dziecko ruszy główką i dziurki będą w różnych miejscach (jedna wyżej, druga niżej), co już raczej ozdobą nie będzie,

−        gojące się rany mogą spowodować drażliwość czy problemy ze snem dziecka.

 

Jak widać są i zwolennicy i przeciwnicy przekłuwania uszu najmłodszym dziewczynkom. Jedni i drudzy mają na uwadze troskę o dziecko. Decyzja związana z tym, czy przebijać dziurki należy do rodziców. My postanowiliśmy czekać przynajmniej do pierwszych urodzin Małej. Po zdmuchnięciu pierwszej świeczki kosmetyczka poinformowała nas, że decydujemy się na własne ryzyko (wg niej za późno, istnieje szansa, że wyjdziemy z jednym kolczykiem). Na razie odpuściliśmy temat. Prawdopodobnie zaczekamy do momentu, kiedy Mała sama zapragnie mieć świecidełka w uszach.